poniedziałek, 10 sierpnia 2015

5. Wybacz zemście

|Ubrania Philadelfii do sesji|

PAMIĘTAJCIE O WASZYM ULUBIONYM CYTACIE! 

odwiedźcie zakładkę "bohaterowie", dużo się tam dzieje!

STYLIZACJĘ UTWORZYŁAM SAMA.

(Cristian)

|Shawn Mendes & Hailee Steinfield - Stitches| 


Tak strasznie zależy mi na April. Nie chcę jej stracić, ponieważ ostatnie wydarzenia dały mi do myślenia.

Kocham Jacoba jak brata. Wiem, że on nie  wydałby przyjaciół jak ja, ale najwidoczniej jestem nieodwracalnie pieprzonym egoistą. Muszę odgrywać jakiś gówniany teatrzyk, że niby jestem na nich zły.

A Delfi? Nigdy sobie nie wybaczę, ale nie mogę ryzykować, że coś się stanie April.

Przepraszam, Philadelfio.
Przepraszam, że przeze mnie, Twoje życie będzie kupą gówna,
(Niall)

-Okej, zdecydowanie gustuję w brunetkach, ale ta laska jest obłędna - powiedział Diesel - Dobra robota, Nowy.


Uśmiechnąłem się na te słowa. Diesel jest moim szefem i kumplem. Dołączyłem do tej grupy już dawno, jakieś dwa lata temu. Namówił mnie do tego mój najlepszy przyjaciel Sean. A moja ksywa nie wzięła się z tego, że jestem nowy, tylko dlatego, że najpierw byłem niepewny i dołączyłem jako ostatni. Zaczęli mówić na mnie "Nowy" i tak już zostało. Od czasów formacji nikt do nas nie dołączył, oprócz Julie, ale to inna historia.

Sean zginał w jednej akcji, a razem z nim pochowałem całą moją dobroć (nie żebym wcześniej ją miał).

Kiedyś nie zabiłbym człowieka, nie byłbym wstanie okraść kogoś lub uprowadzić. Ale teraz jestem innym człowiekiem i takie rzeczy nie są mi obce.

Od roku "polujemy" na Philadelfię May Reynolds. Wytropiłem ją ostatnio i skłoniłem do przedstawienia się. Skłamała. Powiedziała, że nazywa się "Emily May Whitesand", a przecież wiemy, że to gówno prawda.

-A kim jest ten chłopak na zdjęciu obok niej? - zapytał Diesel.

-To jest Jacob i prawdopodobnie jej chłopak. Niestety, jeszcze nie zidentyfikowałem jego postaci - odpowiedziałem.

-Dobrze się spisujesz - poklepał mnie po plecach.

Wyszedłem z naszego miejsca spotkań i wsiadłem na mojego Harleya. Pędziłem w stronę mojego loftu na przedmieściach i myślałem, jak będę się czuć stojąc twarzą w twarz z Philadelfią May Reynolds.


Zemstę czas zacząć.

(Jacob)

-Philadelfio, możemy porozmawiać? - zapytałem.

-Pieprz się - odpowiedziała blondynka.

-Jak ci się tu podoba? - kontynuowałem, jakby kąśliwa odpowiedź dziewczyny nie wywarła na mnie wrażenia.

-Jest totalnie świetnie! - krzyknęła sarkastycznie.

-Jestem z tego powodu bardzo zadowolony... - zaraz... Czy to ja powiedziałem te zdania?

Odwróciłem się. Tuż za mną stał ten blondyn, który rozmawiał z Philadelfią tamtego wieczoru na molo.

-...ale mniej podoba mi się twój język... Na szczęście mam na to rozwiązanie.

Chłopak zaczął iść w jej kierunku. Widziałem złość w jego oczach, ale nie mogłem się ruszyć, żeby jej pomóc.

-Jacob, obudź się - powiedziała Phi - obudź się, albo on mi zrobi krzywdę.

Na te słowa otworzyłem oczy. Spojrzałem na zegarek. 3:51.

Co miał znaczyć ten głupi sen?

-Delfi? - szepnąłem.

-Tak? - odpowiedziała, na co wydałem zaskoczone westchnienie. Zapomniałem, że Delfi cierpi na bezsenność.

-Nic. Chciałem tylko sprawdzić, czy jesteś.

-Jacob? - zapytała po kilku minutach ciszy.

-Tak?

-Pójdziemy na spacer?

-Okej.

Przeszliśmy przez bagażnik, starając się nie budzić Crisa i Rill.

Szliśmy wybrukowaną ścieżką obok plaży. W pewnym momencie Phi wzięła moją rękę. Spacerowaliśmy tak jeszcze chwilę, aż Delfi odwróciła się do mnie. Spojrzała w moje oczy, ale musiała stanąć na palcach i podnieść głowę. Pomiędzy nami jest jakieś 30 cm różnicy wzrostu.

-Hej, wszystko w porządku? Widzę, że coś się dzieje - zapytała.

-Jest okej - szepnąłem.

Złapałem ją w talii, przysunąłem do siebie i schyliłem się, żeby nie musiała stać na palcach. Patrzyłem w jej piękne oczy i pocałowałem ją.

-Dlaczego zawsze musisz nosić te czapki? Uwielbiam dotykać twoje włosy - powiedziała przez pocałunek, na co się uśmiechnąłem. 


-Nie chcę, abyś kiedykolwiek odeszła - powiedziałem.

-Nigdzie się nie wybieram.

-Na pewno?

-Na pewno.

Szliśmy dalej w ciszy. 

-Chciałabyś ze mną gdzieś pojechać? Zrobilibyśmy parę zdjęć - zaproponowałem.

-Jasne, super - uśmiechnęła się. - Jacob...

-Słucham?

-Kocham cię.

BUMBUMBUMBUMBUMBUMBUMBUMBUMBUMBUMBUM

FAJERWERKI WŁAŚNIE WYBUCHŁY.

Przeszedł mnie dreszcz, poczułem przewroty w brzuchu i z całej siły powstrzymałem się od zachowywania się jak małe dziecko, biegając, krzycząc i płacząc ze szczęścia.

-Powiedz coś, proszę.

-Też cię kocham, Philadelfio. Naprawdę, bardzo cię kocham.

Dlaczego jesteś idealna?

Stanęliśmy i Delfi pocałowała mnie mocno.

-Powinniśmy wracać - powiedziałem, kiedy się od siebie odsunęliśmy. 

Zawróciliśmy w kierunku naszego vana. Kiedy byliśmy już w środku, Philadelfia zapytała:

-Jacob, mogę spać z tobą?

Zgodziłem się.

Phi ułożyła swoją głowę na mojej piersi i zasnęła szybko. 

A ja zapadałem w sen stopniowo - słuchając jej spokojnego oddechu, myśląc, że przy takiej kołysance mógłbym zasypiać już zawsze.


Okej, okej. Powoli, od początku.

JACOB POWIEDZIAŁ, ŻE MNIE KOCHA.

O.mój.BOŻE.

Nie wiem, czy kiedykolwiek czułam się lepiej niż wczoraj przez tą godzinę. Całowaliśmy się, a potem zasnęłam kołysana przez unoszenie się i opadanie jego piersi, oraz miarowe bicie serca.

Philacob - takiego określenia użyłaby April.

I właśnie tak powiedziała:

-Ojeju.nie.wytrzymam.Philadelfia.i.Jacob.to...PHILACOB.

A ja jej odpowiedziałam:

-O.jeju.nie.zsikaj.się.bo.April.i.Critian.to...APRISTIAN.

Pokazała mi język i dalej gadała podekscytowana. Ja jej nie słuchałam, tylko patrzyłam na MOJEGO CHŁOPAKA, który robił dla nas jajecznicę.

-Phi, jedziemy na zdjęcia od razu po śniadaniu?

-Jasne - odpowiedziałam.

Szybko zjedliśmy, pożegnaliśmy się z April i Cristianem (który na chwilę wpadł bo czegoś zapomniał, nie ma go całymi dniami bo rzekomo szuka pracy), ja wzięłam swoje rzeczy i poszliśmy na przystanek autobusowy. 
Wsiedliśmy w autobus numer 12 i pojechaliśmy z South Monica do Beverly Hills. Zajęło nam to chwilę.

Kiedy robiliśmy zdjęcia, widziałam, jak Jacob skupia się wyłącznie na tym, by zdjęcia były perfekcyjne.

Zrobiliśmy wiele ujęć, ale cztery były idealne.









-Okej, oficjalnie jesteś moją ulubioną modelką - zaśmiał się, kiedy zdecydowaliśmy się iść na lody - wyglądasz świetnie na zdjęciach.

-Dziękuję, ale to ty jesteś dobrym fotografem.

Kierowaliśmy się w dół ulicy Santa Monica Blvd. Z Beverly Hills do plaży było około godziny spaceru, więc postanowiliśmy zaoszczędzić na biletach autobusowych i się przejść. Chcieliśmy jak najszybciej wyjść z obwodu Beverly Hills, bo chociaż są tam świetne miejsca na zdjęcia, i nikomu to nie przeszkadzało, są tam strasznie drogie ceny. A mi tak właściwie to nie smakują żadne lody, więc nie mam zamiaru płacić 2 dolarów * za gałkę.

Kiedy znaleźliśmy jakąś budkę poza Beverly Hills, przeszukałam torebkę w celu znalezienia pieniędzy. Okazało się, że JEDYNE pieniądze, które mi zostały, to banknot 20 dolarowy.

-Cholera - westchnęłam.

-Co?

-Zostało mi już tylko 20 dolarów.

-Nie martw się, przecież zapłacę.

-Dziękuję.

-Nie ma za co, przecież jesteś moją dziewczyną.

MOGĘ UMRZEĆ.

-Co? - zapytałam zaskoczona.

Jacob natychmiast oblał się rumieńcem.

-To znaczy... Jeśli - jeśli chcesz, oczywiście - zaczął się jąkać.

-Oczywiście, że chcę, mój chłopaku.

-Okej, jakie chcesz lody? - zapytał, kiedy nadeszła nasza kolej. 

-Wezmę rożek czekoladowy z sosem truskawkowym i podwójną posypką, proszę - uśmiechnęłam się.

-Poproszę rożek czekoladowy z sosem truskawkowym i podwójną posypką i rożek waniliowy z sosem czekoladowym - złożył zamówienie.

-Dziękuję - nachyliłam się, żeby go pocałować, ale on przyłożył mi loda do ust, rozmazując go na moim nosie.

-Nie wierzę, że to zrobiłeś - powiedziałam, udając, że się obrażam.

Cob podszedł do mnie i scałował waniliowego loda z mojego nosa i kącika ust, a ja pogłębiłam pocałunek.

-Obawiam się, że musimy przestać, bo lody nam się topią - zaśmiałam się.

***

(Dwa tygodnie później) 13 czerwca, 2014

Wszystko się jak na razie dobrze układa. Od dwóch tygodni pracuję w "L.A. Pizza" razem z Jacobem. Pracuję sześć godzin dziennie za 5 dolców za godzinę, a wypłatę mam co tydzień, więc w 7 dni zarabiam 210 dolarów. 

Bardzo mi się to podoba.

Jacob pracuje osiem godzin dziennie i zarabia 7 dolców na godzinę. W ciągu tygodnia zarabia 392 dolarów.

Jestem teraz cholernie bogata (jak dla mnie te 210 dolarów co tydzień jest wielkimi pieniędzmi).

Właściciel pizzerii - Jason, jest młody, ale za to bogaty. Dobrze się z nim dogadujemy, jest naprawdę zabawny i towarzyski. W knajpce jest coraz większy ruch, ponieważ nasza pizza jest PRZEGENIALNA. Jacob jest naprawdę świetnym kucharzem. Pizze robi za szklaną ścianka, więc klienci mogą widzieć cały ten proces. Czasami mnie to wkurza, bo jakieś gówniary przychodzą tutaj prawie codziennie, tylko żeby pogadać z Jacobem. Zawsze kiedy je widzę stukam dwa razy w dzwonek przy ladzie, żeby go ostrzec. Ja jestem zawsze ubrana do pracy tak samo:




W radiu leciała piosenka Lady In Red, a ja po prostu musiałam podejść do mojego chłopaka i rzucić mu komentarz na temat jego czerwonego fartucha.

-Lady in red is dancing with me/ Dama w czerwienia tańczy ze mną/Cheek to cheek/ Policzek przy policzku/ There's nobody here/Nie ma tu nikogo/Just you and me/ Tylko ty i ja - zaśpiewałam mu do ucha.

-Ta piosenka świetnie mnie opisuje - zauważył.

-Jesteś niesamowicie spostrzegawczy - zaśmiałam się i wróciłam do pracy. 

Zauważyłam przy oknie nowych klientów i podeszłam z menu. 

-Dzień dobry! Proszę państwa - oh.

Przede mną siedział Niall/Hassan. Miał kolczyk w brwi i odsłonięte ramiona, dzięki czemu mogłam zobaczyć jego skórę pokrytą tatuażami.

-O, cześć! Emily May Whitesand? - odpowiedział z pewnością siebie.

-Uhum - odparłam speszona. Dlaczego tak dziwnie się przy nim czuję?

-Proszę, menu - położyłam karty obok niego i jakiejś dziewczyny, która z nim przyszła. Pewnie była jego dziewczyną. Miała długie kasztanowe włosy i jasne końcówki. Pamiętam, że miała śliczne oczy i uśmiechała się do mnie przyjaźnie. Pomyślałam, że mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. I wtedy dotarło do mnie, że to jest ZOELLA. TA ZOELLA, której filmy oglądam i subskrybuję na YouTubie. Postanowiłam zachowywać się normalnie.

-Jacob, ten chłopak tu jest - szepnęłam pokazując głową stolik, przy którym siedzieli.

-Nie podchodź do niego.

-Dlaczego?

-Po prostu... Nie wiem. Oddaj ich do Eleanor.

-Ale Eleanor właśnie skończyła pracę. Wyszła pięć minut temu.

-No dobrze - westchnął ze zrezygnowaniem w głosie.

O co mu chodzi? Wiem, nie ufam temu blondynowi, ale dlaczego on też?

Porzuciłam tą myśl o podeszłam odebrać zamówienie.

-Mogę przyjąć zamówienie? - zapytałam, wyciągając długopis i notes. Postanowiłam być miła. Przecież oni mi nic nie zrobili.

-Tak, prosimy dużą wegetariańską, tylko bez szpinaku i pepperoni z podwójnym serem. 

Zapisałam wszystko.

-Coś do picia sobie państwo życzą?

-Poproszę piwo z lodówki, a ty, Zoe? - zwrócił się do dziewczyny.

-Ja poproszę colę zero z lodówki - uderzył we mnie jej brytyjski akcent.

-Ile będziemy czekać na pizze? - zapytał

-Nie ma teraz ruchu, więc za około 15 minut - odparłam i poszłam za ladę przygotować napoje. 

Wzięłam piwo i colę zero, kufel i szklankę po czym znów podeszłam do ich stolika. 

-Cola zero, proszę - postawiłam napój przed Zoe - i piwo. 

-Dziękuję - powiedzieli równocześnie. 



-Ej, on się na ciebie patrzy. Głównie na twój tyłek. Cały czas. - szepnął Jacob.

-Mam go pobić? - zaśmiałam się.

-A ja mam to zrobić? 

Pocałowałam go lekko w usta i zabrałam zamówienie Zoe i Nialla. 

-Wegetariańska bez szpinaku i pepperoni z podwójnym serem, proszę - postawiłam pizze na stoliku.

-Dziękuję bardzo - powiedziała dziewczyna, a ja po prostu musiałam się uśmiechnąć, bo ona sprawia wrażenie tak bardzo miłej.

Siedzieli tam od 15:00 do 19:30, Niall zamówił jeszcze jedno piwo a Zoe sok ze świeżych pomarańczy. Zastanawiało mnie, co oni tak długo tam robili. Zaniosłam rachunek, a Niall obdarował mnie hojnym napiwkiem w postaci 10 dolarów. 

-Do widzenia! - powiedziała Zoe, kiedy wychodzili.

-Do zobaczenia - odpowiedziałam.

_________________________________________________________________________________


HEJ!!!

Mam ostatnio wenę twórczą, piszę długie rozdziały i mam na nie pomysły. Wydaję mi się, że będą one teraz częstsze (przynajmniej do końca wakacji). 

Kocham Wam Kropeczki! (Pamiętacie -Kropeczki :) Tak dawno Was tak nie nazywałam).

~Mint Candy




wtorek, 4 sierpnia 2015

4. Konfrontacja z losem

 PROSZĘ PRZECZYTAJCIE WSZYSTKO!

PISZCIE W KOMENTARZU WASZ ULUBIONY CYTAT, BĄDŹ CYTATY z tego rozdziału.

DO "ANONIMOWEGO HEJTERA":

NIEZŁY Z CIEBIE KREJZOL! :D Zadzierasz ze mną, zadzierasz z moimi czytelnikami! 

DO CZYTELNIKÓW: 

Napisałam cały rozdział, razem z muzyką i gifami o 3:00 (nie pytajcie), ale poprzedzając pytania - NIE JESTEM NO LIFEM. I zgadnijcie co się stało?

USUNĄŁ SIĘ. 

Jest teraz 3:57 i piszę to wszystko od nowa. Rozdział był dosyć długi, więc nie oczekujcie teraz fajerwerków. 

Moja mina jak się usunął rozdział:















Tak... Mniej więcej tak to wyglądało.


nie zanudzam dłużej! miłej lektury życzę.

AHA I JESZCZE JEDNO.
MÓJ ULUBIONY CYTAT Z TEGO ROZDZIAŁU TO "...MOJE SERCE EKSPLODUJE. ALE NIE KRWIĄ, TYLKO POCAŁUNKAMI DLA NIEJ"

WSZYSTKIE ZWROTY WYMYŚLAM SAMA. FAJNIE BY BYŁO JAKBYŚCIE TO DOCENILI.


________________________________________





(April)

|Selena Gomez - Good For You|

  
Witajcie wielmożni ludzie! Oto przed Wami wulkan energii!

Mam na imię April. April Camaretta. 

Pochodzę z włoskiej Wenecji.

 Mam 20 lat.

Mam rude włosy. Ale czasami są one koloru blond.

Moim chłopakiem jest Cristian, boy-friendem* JJ, a najlepszą przyjaciółką na całe życie (teraz nie żartuję, na serio na całe życie, nigdy nie pozwolę jej odejść) Del. 

Byłam rok w collegu (kierunek farmacja, nie polecam) ale to okazało się być totalną pomyłką i rzuciłam studia. Najbardziej chciałabym zostać kwiaciarką. Uwielbiam układać bukiety. Zawsze robię Philadelfii wianki. Ona je kocha.

Nie lubię, jak ktoś się kłóci. Niestety, ostatnio Cris i Jacob coraz częściej w tym praktykują.

Kiedy tylko weszłam do samochodu, usłyszałam wyzwiska. Jestem pewna, że jeśli nie zainterweniowałabym, skończyłoby się to z talerzem wbitym w skroń któregoś z chłopców.

-Jesteś totalnym tchórzem! - krzyczał JJ.

-Przynajmniej nie mam tak porypanej głowy jak ty! - odpowiedział Cristian.

-Ej, koniec! Chłopaki, czy wy do reszty oszaleliście?! - wrzasnęłam.

-To on zaczął! - powiedział Cob.

-Jak dzieci... Nie ważne, kto zaczął. Macie się przeprosić. Co jest z tobą Cristian?

-Ze mną?! Lepiej zapytaj jego!

-Koniec! Podajcie sobie dłoń.

Zamiast tego, o co ich prosiłam, Cristian wyszedł i z całej siły walnął drzwiami.

Przewróciłam oczami.

 

-O co się pokłóciliście? - zapytałam Jacoba.

-O nic. Lata taki zdenerwowany ostatnio, chociaż nie wiadomo, co go ugryzło.

-Zwróciłam uwagę.

Już miałam wyjść, kiedy przypomniałam sobie o czymś ważnym.

-Mieliśmy porozmawiać - posłałam mu triumfalny uśmiech. - Aż tak bardzo się zakochałeś?

-Nie masz pojęcia, jak bardzo - odpowiedział na moje pytanie. - Kocham każdą jej część. Kocham to, jak pije herbatę z łyżeczką w kubku - na co ty zresztą zawsze zwracasz jej uwagę, "chcesz sobie oko wydłubać?" - powiedział skrzekliwym głosem, rzekomo mnie naśladując. Oboje się zaśmialiśmy. - Uwielbiam jak śpiewa i gra na gitarze. I kiedy czyta książkę, albo słucha muzyki i coś ją bardzo zaintryguje, robi jej się pojedyncza zmarszczka na czole. Podoba mi się to, jak we wszystko co robi wkłada całe serce. Albo jak rano kiedy wstaje, słońce razi ją w oczy i lekko łzawią, są wtedy bardziej niebieskie niż zwykle. Ale najpiękniejsza jest, jak się cieszy.

-Wow, na serio ją kochasz - uśmiechnęłam się - od kiedy?

-Odkąd pierwszy raz się do mnie uśmiechnęła kiedy do was dołączyłem. A pamiętasz, na początku była bardzo... Cicha.

-Tak, to prawda.

-Kiedy Philadelfia ze mną rozmawia, śmieje się, to moje serce eksploduje. Ale nie krwią, tylko pocałunkami dla niej. 

-JJ, jesteś bardzo poetycki - zaśmiałam się.

-To samo powiedział mi Cris.

-Tak... Naprawdę coś złego się z nim dzieje. Z chęcią z nim pogadam.

(Philadelfia)

-Jacob, ja będę czekać na głównym molo. - powiedziałam do telefonu
-Okej, do zobaczenia - odpowiedział Cob i się rozłączył.

Szłam boso przez plażę, gdzie wiele osób rzucało frisbee lub grało piłką plażową.




Jakiś chłopak odbił piłkę zbyt mocno. W rezultacie wylądowała obok moich stóp. Odrzuciłam piłkę.

-Dzięki! - krzyknął chłopak.

-Nie ma sprawy! - odkrzyknęłam.

-Chcesz dołączyć do gry? - zapytał.

-Z chęcią, niestety czas mnie goni! - odpowiedziałam.

Weszłam na molo. Ku mojemu zdziwieniu nie było na nim tłumu turytów (chociaż nie oszukujmy się, życie w Los Angeles zaczyna się dopiero po 21).

Podeszłam do białej poręczy i wpatrywałam się w niesamowity zachód słońca.

Jeśli myśleliście, że Słońce jest największą gwiazdą we Wszechświecie, to żyliście w błędzie. Chociażby Syriusz - prawdopodobnie najbardziej znana znana gwiazda zaraz po Słońcu - jest od niego większy. Najprawdopodobniej największą i najjaśniejszą znaną nam gwiazdą jest VY Canis Majoris. 

VY Canis Majoris należy do gwiazdozbioru "Wielki Pies". Znajduje się w odległości około 4900 lat świetlnych od Ziemi (dla porównania Słońce jest oddalone od Ziemi tylko o 8 MINUT świetlnych).
Masa tej gwiazdy stanowi około 30-40 mas Słońca.

Pewnie zastanawiacie się, po co Wam o tym mówię?

Bo gdybyście widzieli kiedyś zachód słońca z takiego punktu na Ziemi jak ja, powinniście mieć świadomość, że są gwiazdy jaśniejsze i większe od Słońca, które w tamtej chwili wyglądało jakby miało eksplodować.

(VY Canis Majoris jest gwiazdą bardzo niestabilną, szacuje się, że eksploduje ona jak hipernowa w przeciągu najbliższych 100 000 lat, najprawdopodobniej tworząc po swoim wybuchu czarną dziurę. Szkoda.)

Spojrzałam na telefon. Na ekranie widniała godzina 20:43.

Jeszcze 15 minut - pomyślałam.

Mieliśmy iść z Jacobem do jakiejś budki z informacjami turystycznymi i zapytać się o ewentualne miejsce pracy (zanim zapytacie, tak, wszyscy mamy pozwolenie na stałe zamieszkanie w Ameryce, co wydawało mi się nie możliwe do spełnienia w moim przypadku).

Tak, ambicja jest.

Zamknęłam oczy i pozwoliłam ciepłemu powietrzu otulić moje ramiona.

-Piękny widok - błogi spokój przerwał mi czyjś lekko zachrypnięty głos.

-Tak - kiwnęłam głową i spojrzałam na mojego rozmówcę.

Był to chłopak średniego wzrostu, aczkolwiek o wiele wyższy ode mnie (ja mam 160 cm, on około 175). Kiedy ściągnął okularu przeciwsłoneczne zobaczyłam, jak bardzo niebieskie były jego tęczówki. Tlenione blond kosmyki układały się we wszystkie strony. Na dolnej wardze miał kolczyk, a nad brwią widniał ślad, więc uznałam, że tam też nosi kolczyk. Miał na sobie czarne jeansy z rozcięciami na kolanach - nienawidzę jak chłopak nosi takie spodnie - czarny t-shirt i czerwoną koszulę w kratkę. Nie miał więcej niż 20 lat.



-Pani stąd? - zapytał.

-Nie, jestem przejazdem. Może na dłużej - odpowiedziałam - a pan z Irlandii?


-A skąd pani wiedziała? - zaśmiał się.

-Ach, ma pan wyraźny akcent. Jestem poliglotką - odpowiedziałam.

Starałam się nie roześmiać i utrzymać poważny wyraz twarzy przy słowie "pan". Jego podejście w ogóle nie pasowało do jego wyglądu. Uśmiech mimowolnie wkradł się na moją twarz.

-Och, naprawdę? - zapytał z udawanym zdziwieniem - przepraszam, gdzie moje maniery. Nazywam się Niall James Horan - podał mi rękę. Nad jego nadgarstkiem zauważyłam tatuaż z napisem "LS130614". Już gdzieś go widziałam.

-Jestem Phi... Emily May... - zaczęłam. Spojrzałam na piasek i białe drzwi od toalety publicznej - Emily May Whitesand* - wymyśliłam jakąś tożsamość. Podałam mu rękę.
Nie wiadomo, czy "Niall James Horan" nie okaże się się krewnym Osamy Bin Ladena o imieniu "Hassan Del Laden" (oczywiście, nie jestem rasistką. Mam tylko jakaś wrodzoną odrazę do terrorystów).

Niall/Hassan spojrzał na mnie spod podniesionych brwi.

-Jesteś pewna? - zapytał.

-Jasne - odpowiedziałam krótko i poczułam, jak mój telefon wibruje. - Muszę już iść. Miło było cię poznać.

-Ciebie też! Spotkamy się jeszcze?


Udałam, że nie słyszałam i ruszyłam w kierunku Jacoba, który stał obok mojego "nazwiska'' (chodzi mi o toaletę publiczną). A ja wciąż zastanawiałam się nad tym tatuażem.

***

Kiedy wróciliśmy, April od razu zapytała nas o rezultat wyprawy.

-Tak właściwie, to jest kilka ofert - powiedział Cob - Szukają kucharza i kasjerki-kelnerki do pizzerii "L.A. Pizza". Podobno dopiero zaczynają. Złożyliśmy tam już nasze CV.

-Bez obrazy, Phi, ale co ty tam napisałaś? - zapytała April.

-Nie pytaj - odpowiedziałam z uśmiechem.

-Jest jeszcze praca kelnera lub kelnerki w "Village House". Podobno dobrze tam płacą. Tam też zostawiliśmy CV. A dla ciebie April - Delfi, fanfary poproszę - praca w kwiaciarni! Jakaś pani ma swoją kwiaciarnię, ale potrzebuje kogoś do pomocy.

***

Siedziałam na końcu vana. Zastanawiałam się nad tym tatuażem.

Wpisałam w wyszukiwarce "LS130614" ale nie dowiedziałam się niczego konkretnego. Dodałam słowo "tatuaż", ale dalej bez powodzenia.

W tej chwili do auta wszedł Cristian.

-Hej, Delfi. - uśmiechnął się do mnie. Nie rozumiem dlaczego Rill i JJ cały czas na niego narzekają, 

-Hej - odpowiedziałam.

-Podobno znaleźliście oferty  pracy - zagadnął.

-Tak, ale z moim "wykształceniem", którego teoretycznie nie mam, prawdopodobnie przyjmą tylko Jacoba.

-Może nie masz teoretycznie wykształcenia, ale w praktyce nie odstajesz. - zaśmiał się.

Ściągnął koszulkę, żeby się przebrać. I wtedy coś przykuło mój wzrok.

Och, tu jest - uderzyło we mnie.

Całą noc myślałam nad tym, dlaczego Niall James Horan/Hassan Del Laden i Cristian Ray Simpson mają identyczne tatuaże.

_________________________________________________________________________________


*boy-friend - chodzi mi tu o przyjaciela, który jest chłopakiem (nie jako partner)
** Whitesand - białypiasek (biały od drzwi toalet)



HEJ WSZYSCY!

Przychodzę z długo wyczekiwanym rozdziałem, ale mam nadzieję, że spodoba Wam się.

Jest dosyć długi :)

Pamiętajcie o cytatach i do zobaczenia! :*

~Mint Candy