środa, 17 czerwca 2015

3. Szczęście znika?

TEN ROZDZIAŁ SIĘ USUNĄŁ. Napisałam go od nowa. Proszę o wyrozumiałość.
Powoli się roztapiałem. Piasek zaczął mnie powoli wchłaniać. Przypomniałem sobie wers jednej z moich ulubionych piosenek.

I hate the beach
 but I'll stand
in California
 with my toes in sand

Próbowałem się wydostać. Chciałem wrocić do niej, do mojej Philadelfii.


Use the sleeves
of my sweather

Chciałem znowu poczuć smak jej ust. Była tak blisko, a jednak tak daleko.

Let's have an adventure

Nie mogłem wydobyć z siebie głosu. Krzyk zanikał w krtani i nie chciał rozbrzmieć.

Head in the clouds
 but my gravity's centered

Widziałem ją. Słyszałem. Czułem. A potem poczułem szarpnięcie.

Touch my neck,
 and I'll touch yours
 You in those little
 high-wasted shorts

Otworzyłem oczy. Leżałem na tylnym siedzieniu naszego Vana. Czułem zapach świeżej kawy.

-Jacob!

Wystarczyła chwila by głos April mnie rozbudził.
Zaraz...
Dlaczego obudził mnie głos April, a nie głos Philadelfii?

-Delfi jest w sklepie. Coś ty z nią zrobił? - zapytał Cris.

-No cóż... - podrapałem się po głowie. Wspomnienia z ostatniej nocy wróciły do mnie jak [bumerrang].

Ja i Phi.

Plaża.

Rozmowa.

Pocałunek.

A potem sen.

Sen o nas.

-Jesteś mi winien rozmowę. Nie zapomnij - szepnęła Rill i wyszła z samochodu.

-Kochany Jacobie. Wplątałeś się w ogromny problem, wiesz? Miłość jest bardzo skomplikowana. A nasza mała Philadelfia nie ma jeszcze o niej pojęcia - powiedział Cris.

-Każdy człowiek zasługuje na miłość, Cris. I nie ma znaczenia, ile się ma lat. Jeśli dla ciebie to wspaniałe uczucie jest problematyczne, stawia zbyt wiele wyrzeczeń i jest wyzwaniem samo w sobie, to co jeszcze robisz z Rill? - odpowiedziałem wkurzony.



-Cały JJ. Taki... poetycki - zaśmiał się szyderczo - a od April się odwal. Jesteśmy dojrzali i nie zachowujemy się jak szczeniaki.

-Co się z tobą dzieje? Jesteśmy najlepszymi kumplami! Powinniśmy się wspierać - wyrzuciłem.

-Jesteś za głupi, żeby to zrozumieć.

I wyszedł. Tak po prostu.

(Philadelfia)

Wiedziałam, że są takie sny, kiedy  nie chcę otworzyć oczu. Nie miałam jednak pojęcia, że są takie dni, kiedy nie chcę oczu zamknąć. Boję się, że magiczna chwila minie jak tylko zasnę. Obudzę się i bańka mydlana pęknie, a jej malutkie kropelki spadną na mój nos i wyśmieją mnie, że jestem głupia i wierzę w szczęście.

W właśnie wtedy się tak czułam. Miliony (może nawet miliardy) mikroskopijnych istot urządziły sobie wielką imprezę na całym moim ciele. W moim żołądku powstała hodowla motyli, które zrywają się do lotu z każdą moja myślą o tamtej chwili.



Przesadzam?

Może.

Ale nie chcę,
nie chcę zamknąć oczu,
bo boję się, że to uczucie,
że to uczucie po prostu zniknie

Strach jest silny. Ale  nie silniejszy od Ciebie.

Powtarzam to sobie cały czas.

On cię kocha. Ty go kochasz. Kochacie się nawzajem.

Nawet, jeśli ten pocałunek był naszym pierwszym i ostatnim, nie stracę nadziei.

Bo nie jestem naiwna. A to uczucie może się przerodzić w coś niesamowicie fantastycznego.
__________________________________________
Bardzo serdecznie dziękuję za słowa wsparcia!
Przepraszam, że dodaję rozdział dopiero teraz. Niestety koniec roku jest dla mnie jak najbardziej ważny. Wyścig ocen, a przecież wysoka średnia się sama nie załatwi.
Ale już dzisiaj koniec z nauką (rada zatwierdzająca we wtorek :) ) Mam czas na pisanie!