TEN ROZDZIAŁ SIĘ USUNĄŁ. Napisałam go od nowa. Proszę o wyrozumiałość.
Powoli się roztapiałem. Piasek zaczął mnie powoli wchłaniać. Przypomniałem sobie wers jednej z moich ulubionych piosenek.
I hate the beach
but I'll stand
in California
with my toes in sand
but I'll stand
in California
with my toes in sand
Próbowałem się wydostać. Chciałem wrocić do niej, do mojej Philadelfii.
Use the sleeves
of my sweather
of my sweather
Chciałem znowu poczuć smak jej ust. Była tak blisko, a jednak tak daleko.
Let's have an adventure
Nie mogłem wydobyć z siebie głosu. Krzyk zanikał w krtani i nie chciał rozbrzmieć.
Head in the clouds
but my gravity's centered
but my gravity's centered
Widziałem ją. Słyszałem. Czułem. A potem poczułem szarpnięcie.
Touch my neck,
and I'll touch yours
You in those little
high-wasted shorts
and I'll touch yours
You in those little
high-wasted shorts
Otworzyłem oczy. Leżałem na tylnym siedzieniu naszego Vana. Czułem zapach świeżej kawy.
-Jacob!
Wystarczyła chwila by głos April mnie rozbudził.
Zaraz...
Dlaczego obudził mnie głos April, a nie głos Philadelfii?
-Delfi jest w sklepie. Coś ty z nią zrobił? - zapytał Cris.
-No cóż... - podrapałem się po głowie. Wspomnienia z ostatniej nocy wróciły do mnie jak [bumerrang].
Ja i Phi.
Plaża.
Rozmowa.
Pocałunek.
A potem sen.
Sen o nas.
-Jesteś mi winien rozmowę. Nie zapomnij - szepnęła Rill i wyszła z samochodu.
-Kochany Jacobie. Wplątałeś się w ogromny problem, wiesz? Miłość jest bardzo skomplikowana. A nasza mała Philadelfia nie ma jeszcze o niej pojęcia - powiedział Cris.
-Każdy człowiek zasługuje na miłość, Cris. I nie ma znaczenia, ile się ma lat. Jeśli dla ciebie to wspaniałe uczucie jest problematyczne, stawia zbyt wiele wyrzeczeń i jest wyzwaniem samo w sobie, to co jeszcze robisz z Rill? - odpowiedziałem wkurzony.


-Cały JJ. Taki... poetycki - zaśmiał się szyderczo - a od April się odwal. Jesteśmy dojrzali i nie zachowujemy się jak szczeniaki.
-Co się z tobą dzieje? Jesteśmy najlepszymi kumplami! Powinniśmy się wspierać - wyrzuciłem.
-Jesteś za głupi, żeby to zrozumieć.
I wyszedł. Tak po prostu.
(Philadelfia)
Wiedziałam, że są takie sny, kiedy nie chcę otworzyć oczu. Nie miałam jednak pojęcia, że są takie dni, kiedy nie chcę oczu zamknąć. Boję się, że magiczna chwila minie jak tylko zasnę. Obudzę się i bańka mydlana pęknie, a jej malutkie kropelki spadną na mój nos i wyśmieją mnie, że jestem głupia i wierzę w szczęście.
W właśnie wtedy się tak czułam. Miliony (może nawet miliardy) mikroskopijnych istot urządziły sobie wielką imprezę na całym moim ciele. W moim żołądku powstała hodowla motyli, które zrywają się do lotu z każdą moja myślą o tamtej chwili.


Przesadzam?
Może.
Ale nie chcę,
nie chcę zamknąć oczu,
bo boję się, że to uczucie,
że to uczucie po prostu zniknie
nie chcę zamknąć oczu,
bo boję się, że to uczucie,
że to uczucie po prostu zniknie
Strach jest silny. Ale nie silniejszy od Ciebie.
Powtarzam to sobie cały czas.
On cię kocha. Ty go kochasz. Kochacie się nawzajem.
Nawet, jeśli ten pocałunek był naszym pierwszym i ostatnim, nie stracę nadziei.
Bo nie jestem naiwna. A to uczucie może się przerodzić w coś niesamowicie fantastycznego.
__________________________________________
Bardzo serdecznie dziękuję za słowa wsparcia!
Przepraszam, że dodaję rozdział dopiero teraz. Niestety koniec roku jest dla mnie jak najbardziej ważny. Wyścig ocen, a przecież wysoka średnia się sama nie załatwi.
Ale już dzisiaj koniec z nauką (rada zatwierdzająca we wtorek :) ) Mam czas na pisanie!
