(Philadelfia)
|Ed Sheeran - Bloodstream|
Ludzie chyba nie widzą różnicy pomiędzy terminem "dobry", a "naiwny".
To, że jestem miła dla innych, nie znaczy, że jestem łatwowierna i naiwna. Skąd to wiem? I tu pojawia się moja historia.
Ostatnio przypomniałam sobie, jak w domu dziecka w Londynie chodziliśmy na wycieczki. Pamiętam tą fascynującą wycieczkę do muzeum figur woskowych "Madame Tussauds" w 2010 roku. Miałam wtedy 13 lat. Ale może zacznę od początku.
Moje pełne imię to Philadelfia May Reynolds. Słyszeliście kiedyś o takim biznesmanie jak Arthur Reynolds? Ten właśnie bogaty pan jest moim ojcem. A moją matką jest jakaś kobieta, która może i w tej chwili się sprzedaje. Kiedy się urodziłam, moja matka mnie nie chciała (w końcu narkotyki są lepsze niż dziecko, prawda?) i chciała mnie tak po prostu zostawić. Jak jakiegoś śmiecia. W ojcu zakwitło chyba coś jak "wyrzuty sumienia" i jako godny, bogaty klient oddał mnie do domu dziecka. Z tego co wiem, nazwisko mojej matki to Kimberly, ale to nie ma znaczenia, ponieważ wiem, że nigdy nie będę chciała jej szukać. Wiem, że powiedziałam, że jestem dobrą osobą, ale mam granice dobra. Jednak jeśli kiedyś ją spotkam, powiem jej, że wybaczyłam ten ból, który mi zadała. Nie potrafię się gniewać za długo.
W domu dziecka spędziłam prawie 18 lat. Pierwszych pięciu lat nie pamiętam kompletnie, a to dziwne, bo dzieci w wieku pięciu lat zazwyczaj zapamiętują już różne momenty z życia. Miałam sporo przyjaciół, w szkole nigdy się nie nudziłam. Na filmach zawsze jest tak, że w domu dziecka się nad kimś znęcają. I w moje 14 urodziny to właśnie ja stałam się takim kozłem ofiarnym. W bardzo szybkim odstępie czasowym straciłam wszystkich przyjaciół. Wiecie, taki kompletny "świr, luzer i geek" w jednym. Starałam się tym nie przejmować - STARAŁAM. Było to jednak trochę za trudne. Odskocznią była oczywiście gra na gitarze.
Wiem, moja historia brzmi tanio. Ale co poradzę, że tak było?
Więc uciekłam. Nie jestem już tą samą dziewczyną co kiedyś, ale zawsze staram się myśleć pozytywnie. To pomaga. Na serio.
Dobra, koniec o mnie.
Tak właściwie to nie koniec, ponieważ chcę powiedzieć coś o mojej obecnej sytuacji.
Zakochana.
Tak, to najlepsze określenie tego, jak się czuję w tej chwili. Chyba nie muszę Wam mówić w kim? To logiczne jak fakt, że nietoperze opuszczające jaskinię zawsze skręcają w lewo (dla niezorientowanych - mówię o Jacobie).
***
-Idziemy na imprezę i będzie zabawa! - krzyczałyśmy razem z Rill.
Natomiast April tak:

Obie wyglądałyśmy dosyć dobrze. Co prawda April zawsze wygląda lepiej niż ja, ale ładnemu we wszystkim ładnie.
Nie pamiętam kiedy ostatnio byliśmy w tak świetnym klubie.Oczywiście, ja i Rill musiałyśmy zrobić wielkie wejście, ale to już naturalne.

Rozsiedliśmy się przy wolnym stoliku i zamówiliśmy po drinku. Dosyć szybko się rozgrzałam.
-Idziemy na parkiet? - zapytałam. April i chłopaki wstali od stolika i ruszyliśmy podbić scenę.
|Selena Gomez - I Want You To Know|
Na parkiecie było tłoczno. W powietrzu unosiła się dusząca woń, która była mieszanką perfum i potu. Znaleźliśmy sobie miejsce do tańczenia i daliśmy się ponieść. Już po chwili bawiliśmy się w najlepsze.

Piosenka Seleny sprawiła, że każdy, nawet największy gbur na imprezie zaczął podrygiwać. April tańczyła z Crisem, a ja z Jacobem. I powiem Wam coś.
Po raz pierwszy czułam to coś, co przez wielu z Was nazywane jest "chemią". W jednej chwili wydawało mi się nawet, że JJ szepnął mi do ucha "Kocham cię", ale równie dobrze mógł to być czynnik mojej fantazji, alkoholu, słów piosenki i zaduchu. Dosłownie widziałam gwiazdy.
-Muszę wyjść - powiedziałam i jak najszybciej zeszłam z parkietu. Korytarzem udałam się do wyjścia. Wybiegłam na zewnątrz i odetchnęłam. Z kieszeni spodni wyciągnęłam mały przenośny inhalator. Astma nie jest przyjemna.
Po chwili obok mnie pojawił się Jacob.
-Wszystko okej? - zapytał
-Tak, już lepiej.
Przez dłuższą chwilę wpatrywaliśmy się przed siebie.
-Może tak... - zaczęliśmy w tym samym momencie
-Ty pierwsza - zaśmiał się
-Może zwiniemy się? Pójdziemy na plażę, tam też są świetne imprezy - powiedziałam z nadzieją, że Jacob się zgodzi
-Z jak największą chęcią.
***
Wysłaliśmy sms'a do Rill i Cris'a, więc nie powinno być żadnego problemu.
Spacerowaliśmy po plaży, ku mojej satysfakcji nie było tam żadnej imprezy (wiecie, obcasy w dłoń, ciemno, piach, romantycznie jak w filmie). Nasza rozmowa szybko rozrosła się z tematu "braku papieru w toaletach publicznych", do "wyglądasz pięknie w świetle księżyca". Jacob jest romantyczny, a ja jestem typową dziewczyną, więc działają na mnie takie rzeczy. Więc jeśli nie jesteście typem "romantyków", to pożyczam Wam moje tęczowe wiadro i możecie rzygać tęczą do woli.
-Powiedzieć ci coś? - zapytał Cob
-Jasne - odpowiedziałam
-Wiesz, jak bardzo jesteś wspaniała? - wypowiedział słowa, o których nigdy nie myślałam, że wyjdą z jego ust. Niezbyt wiedziałam co powiedzieć. Oblałam się rumieńcem. - proszę, powiedz coś.
Zatrzymałam się i złapałam go za rękę. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam. Czekałam na ten moment zbyt długo, by teraz czegoś w sobie wyrzec.
I zrobiłam to. Pocałowałam Jacoba.

-Powiedzieć ci coś? - zapytał Cob
-Jasne - odpowiedziałam
-Wiesz, jak bardzo jesteś wspaniała? - wypowiedział słowa, o których nigdy nie myślałam, że wyjdą z jego ust. Niezbyt wiedziałam co powiedzieć. Oblałam się rumieńcem. - proszę, powiedz coś.
Zatrzymałam się i złapałam go za rękę. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam. Czekałam na ten moment zbyt długo, by teraz czegoś w sobie wyrzec.
I zrobiłam to. Pocałowałam Jacoba.

_________________________________________________________________________________
Wiecie co? Wolę być znienawidzona za to kim jestem, niż kochana za to kim nie jestem.
Mam nadzieję, że podobał się Wam rozdział #2 :)
Jeśli rzygacie tęczą, zostawcie po sobie komentarz!
POZDRAWIAM
~Mint Candy
Wiecie co? Wolę być znienawidzona za to kim jestem, niż kochana za to kim nie jestem.
Mam nadzieję, że podobał się Wam rozdział #2 :)
Jeśli rzygacie tęczą, zostawcie po sobie komentarz!
POZDRAWIAM
~Mint Candy

